Dama Kameliowa

dama-kameliowa-1

Nazywała się Alfonsyna Plessis i pasła gęsi. Była jeszcze dzieckiem, kiedy kwiatek jej
cnoty przypiął sobie do kożucha jakiś pastuch. Miała lat piętnaście, kiedy w sabotach
i zgrzebnej koszuli dostała się do Paryża. Z posługaczki zostaje gryzetką, to strojna tanim
kosztem i błyszcząca na studenckich balach, to znów w nędzy, brudna, obdarta, włócząca
się po Paryżu. Potem… gorzej jeszcze — aż wreszcie uroda jej znajduje „poważnie
myślącego” nabywcę; a po tym mieszczuchu nadchodzi wreszcie ten, który wprowadzi
ją w sfery wysokiej „galanterii”: jest nim młody i świetny hr. de Guiche. Odtąd Alfonsyna
Plessis, która zmienia swoje miano na wdzięczniejsze dla ucha „Maria Duplessis”,
a z czasem dorabia sobie herby wiążące ją z tradycjami tej starej rodziny, zajmuje miejsce
wśród gwiazd wesołego światka. Była kochanką, kolejno lub naraz, całej złotej młodzieży
paryskiej. Mimo to, było w niej coś, co ją wyróżniało od koleżanek: pewna bezinteresowność
kaprysu, szlachetność gestu, nuda, która ją żarła wśród całego zbytku, może
poezja choroby i przeczucie rychłego końca. Wrodzony takt, zmysł elegancji, zastąpił
braki jej wykształcenia, które zresztą w pewnej mierze zdołała wyrównać. Nadawała ton.
Była ozdobą wszystkich miejsc, gdzie błyszczał modny Paryż. „Wysoka, bardzo szczupła,
brunetka, biała i różowa, miała małą głowę, oczy podłużne jak na emaliach japońskich,
wiśniowe usta, śliczne ząbki — figurynka z saskiej porcelany”. Taki rysopis podaje Dumas
przedmowie do swojej sztuki. Była — choć bardzo młoda — w pełni blasku, kiedy
spotkała to, co w jej świecie było uważane za najwyższy szczebel dostojeństwa kurtyzany:
bogatego i utytułowanego cudzoziemca. Był nim hr. Stackelberg, eks-dyplomata rosyjski,
starzec przeszło osiemdziesięcioletni, który, jak chce legenda — stworzona zresztą
przez Dumasa — widział w niej jedynie portret zmarłej córki. Ale sam Dumas rozwiał
tę legendę. „Hrabia, mimo swego podeszłego wieku, nie szukał w Marii Duplessis Antygony
jak Edyp, ale Bethsabei jak Dawid”… Nie nazywano jej zresztą za życia „Damą
kameliową”, mimo że później miano stroić jej grób w wieńce z tego kwiatu.
Kiedy umarła licząc lat dwadzieścia trzy, śmierć jej stała się na kilka dni wydarzeniem.
Takie pióra jak Gautier, Janin, poświęciły wzruszone wspomnienie tej, która była
wdziękiem, kaprysem, ozdobą Paryża. Mimo to, dwie tylko osoby szły za jej trumną. Nie
wypadało. Za to w trzy dni potem cały wykwintny świat tłoczył się w mieszkaniu przy
bulwarze Madeleine, na licytacji jej sprzętów i kosztowności.

Książka online (klik)