Jak się bankrutuje w Holandii

Wielu z nas tego doświadcza. Zakładamy firmy, próbujemy się rozwijać, ale często bywa, że nie mamy tylu klientów na nasze usługi, ile byśmy potrzebowali. Nasz własny biznes powoli upada…

Pan Michał w roku 2008 prowadził małą kawiarnię w Holandii. Przez pierwszy rok prosperowała nawet całkiem dobrze, jednak rok później biznes praktycznie się skończył. Został z długami za czynsz, wodę i wyposażenie oraz kredytem, jaki zaciągnął w banku na potrzeby firmy, którego nie mógł opłacać.
Skoro kawiarnia nie funkcjonuje, pan Michał nie ma dochodów więc nie dziwi, że i w budżecie prywatnym nastąpiły długi (nie opłacał ubezpieczenia zdrowotnego, podatku dochodowego i innych pomniejszych rachunków). Wierzyciele zaczęli pukać do drzwi. Pan Michał, jako że miał firmę jednoosobową, odpowiada całym majątkiem za długi.
W sumie jego zadłużenie wyniosło ponad €120.000
Co może zrobić pan Michał?
Ogłosić bankructwo / upadłość konsumencką (Faillissement) lub zgłosić wniosek o „Schuldsanering / WSNP”
Prośbę o to wnosi się do sądu okręgowego. Są różne wersje (prawdopodobnie w zależności od sądu w danej prowincji), składa się albo wniosek z załącznikami (m.in. wyciąg z gminy), albo wypełnia się specjalny formularz.
Zostaje wyznaczona rozprawa sądowa. Sąd wyznacza kuratora zwanego w tym przypadku bewindvoerder. Zostaje się wpisanym na tzw. ,,listę bankrutów", w konsekwencji można wtedy znaleźć swoje imię i nazwisko np. w gazecie lub w internecie.
Kurator przysyła list, w którym podaje datę spotkania oraz dokumenty, jakie należy przedłożyć. Pan Michał jest bezpieczny, nikt z wierzycieli nie ma prawa już przychodzić do jego domu (oprócz kuratora oczywiście) i żądać od niego jakichkolwiek spłat.
Od tego momentu pan Michał nie płaci rat, nie spłaca żadnych długów. Nic – oprócz bieżących rachunków za utrzymanie mieszkania.
Pisma z firm windykacyjnych nie przychodzą już na jego adres, a wysyłane są bezpośrednio do kuratora, ten ma prawo otwierać jego listy i jego rachunki na życie odsyła mu raz w tygodniu. Na początku bankructwa jego konto bankowe (także firmowe) zostaje zablokowane na kilka dni.
Kurator sprawdza, co można sprzedać, a także wyznacza, ile pieniędzy miesięcznie może dla siebie zatrzymać, tak aby starczyło na opłatę standardowych rachunków na życie. Wszystko, co zarobi pan Michał ponad ustaloną sumę musi zostać oddane na rachunek kuratorski.
Po roku sąd uchyla bankructwo, część zadłużenia zostaje uchylona – tym zajmuje się kurator, umawia się z wierzycielami, że opłaci jakąś część zadłużenia w zamian za anulowanie reszty. Ale taka czynność wierzycieli jest dobrowolna, więc czasem zdarza się, że kiedy ochrona z ramienia faillissementu opadnie, wierzyciele wracają do dłużnika po swoje pieniądze, więc aby nie wrócili, należy wnieść o WSNP do urzędu swojej gminy (gdzie po 3 latach funkcjonowania w tej formule pan Michał wyjdzie z czystą kartą, wtedy jego długi już nie istnieją, nikt nie ma prawa domagać się zwrotu czegokolwiek, co było do zapłacenia do dnia kiedy zgłosił swój problem w formule WSNP). Jeśli długi są zbyt wysokie, to należy wnosić o WSNP przez sąd, wskazując na niemożności uregulowania tych spraw przez gminę.
Jaka kolejność spłacania? W pierwszej kolejności pensja kuratora, potem dług w belastingdienst, hipoteka, inne kredyty bankowe i w dalszej kolejności wszystkie pozostałe zadłużenia.
Zostaliście z takim problemem? Faillissement i WSNP to sposób na rozwiązanie takich problemów.
Nad upadłością konsumencką trzeba się kilka razy dobrze zastanowić. Zawsze lepiej rozkładać zadłużenie na raty, umawiać się z wierzycielami, sprzedać samochód, telewizor… Pracować ponad normę. Nie jesteście sami, warto zniżyć głowę i poprosić rodzinę o pomoc finansową, aby postarać się najpierw samodzielnie wyjść z długów. Nie udaje się? Na pewno? Wtedy, ale już w ostateczności trzeba wnieść zgłoszenie upadłości lub WSNP.
Tekst i zdj. Krzysztof Głogowski

 



(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Busy do Polski – Holandii

Polska gazeta w Holandii

Busy do Polski – Holandii