OV chipkaart – przekleństwo czy ułatwienie?

 

Na co należy zwrócić uwagę, jeżdżąc pociągami i autobusami po Holandii? Dlaczego tak ważne jest wykonanie „check out” i jakie kary czekają nas za jazdę na gapę?

Holandia ma to do siebie, że praktycznie każda miejscowość jest świetnie skomunikowana z pozostałymi. Jeśli nie pociągi (wolniejsze sprintery lub  szybkie intercity), to  autobusy różnych przewoźników (np. GVB, Connexxion, Arriva, EBS) dojadą niemal wszędzie. Chociaż ta podróż jest zdecydowanie dłuższa niżeli złotą strzałą na szynach, to niejednokrotnie widoki bywają dużo ciekawsze, szczególnie na wsiach.

U kierowców możemy kupić bilet papierkowy na całą trasę. I kiedy wysiadamy delektować się kolejnym miejscem, kartonik traci ważność. Co ważne, w Eindhoven bilet komunikacji miejskiej na lotnisko kupuje się, nie u kierującego pojazdem lecz, w okienku w budynku dworca autobusowego.

Jeżeli planujemy zostać dłużej w Królestwie Nederlandów  dużo lepszą opcją jest tzw. OV-chipkaart. Kosztuje ona 7,5 euro, ale wymaga doładowań. Można to zrobić kartą bankomatową lub gotówką w dwojaki sposób na dworcu kolejowym. Idziemy do okienka, albo doładowujemy własnoręcznie poprzez przypominające bankomat urządzenia.

 

200px-OV-chipkaartlezer_in_een_bus_2

zdj. www.wikipedia.org

Królestwo za  „check out”

 Karta jest idealną opcją dla  osób, które nie pamiętają o bilecie papierkowym. Dodatkowo to oszczędność czasu. Szczególnie w sytuacji, kiedy pociąg stoi na peronie… Jedyne co trzeba zrobić, to w czytnikach znajdujących się u wejść na stacje i / lub na perony wykonać tzw. „check in”.

Inaczej możemy narazić się na mandat ok.70 euro lub kupienie biletu u konduktora, ale z dodatkową opłatą. W najlepszym razie ten ostatni każe nam wysiąść z pociągu. Jeśli migamy się od opłaty, koszty manipulacyjne wyniosą nawet 15 euro. Wychodząc z pociągu należy się „wylogować”,  czyli wykonać „check out”.

Trzeba jednak zwrócić uwagę w jakich czytnikach odbijamy kartę. O ile w przypadku autobusów nie ma to znaczenia, to dla pociągu jest nader istotne.  A mamy do wyboru przewoźnika Veolię, pociągi międzynarodowe oraz  koleje państwowe, czyli NS. Zdarza się, że przed wejściem do pociągu, szczególnie rano, nasza karta jest sprawdzana przez konduktorów. Kilka razy zdarzyło mi się to w Eindhoven.

Czytnik pobiera a conto 20 euro i minimalnie tyle trzeba mieć na karcie. W innym przypadku zapala się na nim czerwona lampka oraz napis sugerujący problem. A my jedziemy na gapę.

Druga ważna rzecz: do transportu publicznego wsiadamy pierwszymi drzwiami od razu „odbijamy” kartę. Byłam światkiem sytuacji, kiedy motorniczy w Amsterdamie wzywał do skasowania i okazania biletu podróżującego, który minął go lecz nie zrobił „check in”. Mnie natomiast wzywał do wykonania „check out”, kiedy wsiadałam drugimi drzwiami i odruchowo wykonałam „check in”. To nie było dla niego istotne. Całą procedurę musiałam zrobić raz jeszcze, tym razem w prawidłowych czytnikach.

Litości konduktorze

Czasem obcokrajowcy mogą liczyć na wyrozumiałość konduktorów. Zdarzyło mi się, że oprócz braku „check in” na karcie nie miałam wystarczającej ilości pieniędzy… Uratowała mnie chyba późna pora, brak  postojów na trasie a nade wszystko życzliwość sprawdzającego bilety. Nie mniej jego tubalny głos i żarty ze mnie słychać było w całym przedziale. Dlatego w razie wątpliwości na każdej stacji można sprawdzić, czy każdemu „check in” odpowiada „check out”.

Jeżeli jedziemy z przesiadkami nie trzeba każdorazowo odbijać karty. Wystarczy zrobić to na stacji początkowej i potem na końcowej. Nie ma też znaczenia czy podróżujemy intercity, czy sprinterem. Albowiem  w Holandii płacimy za każdy przejechany kilometr.

Czasem karta zniszczy się i nie działa. Jeżeli są na niej pieniądze, nie ma obawy o ich utratę. Wtedy wystarczy pobrać z okienka na dworcu odpowiedni formularz, a niedługo po jego odesłaniu na nasze holenderskie konto  wpłyną pieniądze.  Sama czekałam na zwrot kilkunastu euro jakieś  2-3 tygodnie.

Alicja Badetko

zdj. www.ns.nl