Porwany przez rodzica

Rozmowa z Pauliną Gluzą, szefem zespołu prawnego Funacji ITAKA o problemie porwań rodzicielskich

Czym jest porwanie rodzicielskie?

Porwanie rodzicielskie to sytuacja, w której jeden rodzic bez zgody i wiedzy drugiego rodzica, zabiera dziecko w nieznane miejsce, w wyniku czego ten pierwszy rodzic traci z nim kontakt.

Nie jest to definicja prawna i nie widnieje w żadnych przepisach, do których można byłoby się odnosić. Natomiast naszym zdaniem takie ujęcie najpełniej pokazuje problem.

Skąd potrzeba podjęcia tego tematu? Przecież są różne instytucje, jest policja, kuratorzy, sądy. Czy to nie oni zajmują się tym tematem? Czy to nie wystarczy?

Nie wystarczy, bo do tej pory nie wypracowano w Polsce jednolitej procedury dla poszczególnych służb. Nawet gdy pewne procedury istnieją, to są na tyle ogólne, a problemy tak złożone, że kuratorzy, czy policja nie wiedzą jak podchodzić  do tych spraw, są one zatem często traktowane jako sprawy prywatne rodziny, do których państwo nie powinno się w żaden sposób „mieszać”.

Czy coś  możemy zrobić?

Musimy zacząć głośno mówić, że jest taki problem, który nazywa się porwanie rodzicielskie. W Polsce to jest temat raczkujący. To jest trochę jak z przemocą domową. Sto lat temu przemocy domowej w ogóle nie było. Pięćdziesiąt lat temu okazało się, że jednak istnieje coś takiego jak przemoc domowa,  a dwadzieścia lat temu ktoś pomyślał o uregulowaniu prawnym odnoszącym się do tej kwestii.

W Europie istnieją organizacje, które zajmują się tym tematem od 20 czy 30 lat. Czyli od tych kilkudziesięciu lat są szkoleni sędziowie, policja, kuratorzy. Od kilkudziesięciu lat wypracowują metody działań w przypadku porwania rodzicielskiego. U nas decyduje przypadek. Jak się akurat zdarzy komuś, że na swoim terenie ma taki problem, to zaczyna się tym interesować i szukać rozwiązań. Albo i nie.

A dlaczego akurat ITAKA ma szerzej zająć się tym tematem?

Konferencja, którą zorganizowaliśmy w lutym bardzo wyraźnie pokazała, że między poszczególnymi grupami zawodowymi w ogóle nie ma komunikacji. Jest też strach przed mówieniem, co nie działa, bo każdy boi się, że to jest zarzut pod jego adresem. Jak coś nie działa to znaczy, że on źle pracuje. A w wcale tak nie jest.  Po prostu nie ma jasnych, jednoznacznych przepisów, nie ma jednej, wypracowanej procedury postępowania.

Co więcej, ten problem jest dwutorowy. Mamy do czynienia z porwaniami rodzicielskimi krajowymi i zagranicznymi. Zagraniczne mają trochę inny przebieg, inne przepisy wchodzą w grę i oczywiście te rzeczy często przenikają się wzajemnie, zazębiają. Generalnie jednak potrzeba wiedzy z bardzo wielu różnych obszarów. A w Polsce nie ma organizacji czy struktury, która całościowo zajmowałaby się tym problemem. Nie ma miejsca, do którego rodzic mógłby się zgłosić w przypadku, gdy zetknie się z problemem uprowadzenia dziecka przez drugiego rodzica. I my właśnie chcemy być takim miejscem, które byłoby przestrzenią do wymiany doświadczeń i dobrych praktyk w zakresie porwań rodzicielskich między różnymi grupami zawodowymi.

Jak teraz możemy pomóc rodzicom?

Przede wszystkim  ITAKA zajmuje się porwaniami rodzicielskimi, bo bardzo często jest ono powiązane z zaginięciem. Rodzic, któremu uprowadzono dziecko, nie wie gdzie to dziecko się znajduje, a nawet jeżeli wie, to nie ma z nim kontaktu, nie może go zobaczyć.

Naszym głównym działaniem jest poradnictwo prawne. Zarówno prewencyjne, które zwiększy świadomość rodziców co do swoich praw i możliwości,  jak i już po uprowadzeniu dziecka.

Wiadomo, że każda sprawa jest indywidualna. Różne są okoliczności i różne są przesłanki do działań.  Nie zawsze jak zrobi się A to skutek będzie B. To tak nie działa. Dlatego udzielamy poradnictwa prawnego, ale po bardzo dokładnym przeanalizowaniu wszystkich dokumentów i okoliczności sprawy.

Prawnik zawsze prosi o udostępnienie dokumentów pokazujących sytuacje prawna tej rodziny.  I na tej podstawie proponujemy rozwiązania. Ale nie jest to też takie proste, Nie mamy gotowych scenariuszy,  bo to są bardzo złożone sprawy. Często wchodzą w grę nie tylko stosunki rodzic-dziecko. Zahaczamy o skomplikowane sprawy małżeńskie czy partnerskie, w sprawę zaangażowani są dalsi członkowie rodziny.

Skąd pewność, że nie pomagamy „temu złemu rodzicowi”?

My  nie pomagamy rodzicowi, tylko dziecku. Właśnie w całym tym bałaganie tracimy z pola widzenia dziecko, zapominamy, że chodzi o człowieka, a nie o przedmiot, dom czy samochód. Wychodzimy z założenia, że pomagamy dziecku i na tym założeniu opieramy się we wszystkich  działaniach.  Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której dziecko jest bezpieczne i ma kontakt z obojgiem rodziców. Sytuacją idealną byłaby sprawna egzekucja ustaleń sądów cywilnych. Niestety ta egzekucja nie przebiega sprawnie.

Warto pamiętać, jak ogromne znaczenie ma czas. Dla takiego małego dziecka jest to diametralna różnica, czy od ostatniego kontaktu z rodzicem upłynęło pół roku czy rok. Czasem rok czy dwa lata to połowa życia tego dziecka.  Dziecko zapomina wtedy, że ten drugi rodzic istnieje. Znamy przypadki, gdy dziecku wmawiano, że drugi rodzic go nie kocha, nie chce go, albo wręcz że nie żyje. Zdarza się, że rodzice każą posługiwać się innym imieniem i nazwiskiem by utrudnić drugiemu rodzicowi znalezienie dziecka. To jest nie tylko dramat rodziców, ale przede wszystkim dramat dziecka, które żyje w olbrzymim napięciu psychicznym. Taka sytuacja może wywołać szkodę psychiczną na całe życie.

Jakie działania planuje Fundacja w najbliższym czasie?

Nawiązujemy współpracę z organizacjami z całej Europy, które zajmują się tym tematem od dawna i mają już duże doświadczenie. Wchodząc głębiej w ten temat coraz więcej dowiadujemy się jak to działa w różnych krajach europejskich.  Przykładowo w Polsce każdy sąd rodzinny może orzekać w sprawie konwencji haskiej. I to jest olbrzymia bolączka naszego systemu, bo niezależnie od tego czy sędzia miał w swojej karierze taką sprawę czy nigdy nie zetknął się z tym tematem, to musi w niej orzekać. Wiadomo, że to będzie kulało, bo jak nie zna orzecznictwa, nie zna realiów, to mała jest szansa na znalezienie dobrego rozwiązania. W niektórych krajach europejskich ten problem jest rozwiązany tak, że są scentralizowane sądy, które mają swoich specjalistów i tylko one zajmują się orzekaniem w sprawach konwencji haskiej.  Może kiedyś takie rozwiązanie uda się wprowadzić także w Polsce.

Za: http://www.itaka.org.pl/archiwum-aktualnosci/nie-ma-gotowych-scenariuszy/