Rio de Nederlands

„…Jedzą, piją, lulki palą,

Tańce, hulanka, swawola;

Ledwie karczmy nie rozwalą,

Ha ha, hi hi, hejże, hola! („Pan Twardowski”)

 

Karnawał to nie tylko Samba i parady rozentuzjazmowanego tłumu w Rio de Janeiro.

W Królestwie Nederlandów także obchodzi się carnaval. W tym roku zacznie się on 6 lutego, a skończy trzy dni później. Ze względu na pogodę i temperaturę – wszak jest zima – nie chodzi się tu w bikini i piórach. Zapewniam jednak, że różnorodności w strojach nie brakuje. Wielu Holendrów z katolickiego południa kraju (Brabancja Północna oraz Limburgia) na te trzy dni oczekuje przez całe 12 miesięcy. Mieszkańcy Północy, w głównej mierze Protestanci, raczej nie celebrują tych dni. Chociaż w internecie pojawiło się ogłoszenie jednej z organizacji polonijnych, która zaprasza na karnawałową zabawę w Amsterdamie. A jakiś czas temu na Facebooku jedno z biur podróży organizowało wyjazdy na 3 szalone dni do Eindhoven lub Maastricht.

11016783_10206057855749889_6250877053834054948_n

Zatem  Limburgia i Brabancja Północna świętują. Na ulicach, budynkach i wystawach  sklepowych   są różnorakie ozdoby, których kolory  przypominają barwy charakterystyczne dla poszczególnych regionów. W przypadku Limburgii to zieleń, czerwień i żółć. W Brabancji Północnej osacza nas pomarańczowy oraz ciemno niebieski.  Aczkolwiek niechaj nie zdziwią nas balony również w innych odcieniach.  Po ulicach rozrzucone są  kolorowe serpentyny oraz confetti. Przygotowania do trzydniowej zabawy zaczynają się już w listopadzie, kiedy to tzw. Rada Jedenastu  w każdym z  miast planuje różnorodne atrakcje. Czasami nawet wymyśla się karnawałowe hymny.

10998077_10206057968392705_5530994552973741802_n

W  kwestii stroju panuje pełna dowolność. Ma być śmiesznie, kolorowo. Dlatego w tych dniach po ulicach, w paradach lub małych grupkach dumnie chodzą Holendrzy w różnym wieku poprzebierani za damy, szlachciców, piratów, więźniów, a nawet zakonnice i  czarownice. Świat zwierzęcy reprezentowany bywa np. przez pszczoły i koty.  Takie całościowe wdzianka można kupić w sklepach lub wypożyczyć niedługo przed karnawałem.  Dla nas te stroje kojarzą się raczej z teatralnymi przedstawieniami dla dzieci. Holendrzy pokazują wtedy, jak wielki mają dystans do siebie. Na głowy zakładają przeróżne kapelusze. Zatem noszą np. pomarańczowe meloniki lub formy stylizowane na szlacheckie lub  wielkie, flauszowe i szpiczaste pomarańczowe czapy z paskami w kolorach: czerwonym, niebieskim oraz białym. Te ostatnie szczególnie są popularną ozdobą głowy w Dzień Króla (wcześniej w Dniu Królowej). Normą są peruki. Dodatkowo niektóre makijaże mogą przypominać dzieła sztuki. Inne to zwykły kicz.

10991453_10206057849389730_3237068132171261285_n

W tym czasie w knajpach, dusznych klubach, na rynkach lub w specjalnie przygotowanych namiotach głośno bawią się Holendrzy. Muzyka jest różna w zależności od lokalu, ale nie zapomina się rodzimych zespołach. Muzyka „wylewa się” na ulice, gdzie przy stolikach przed lokalami wychodzi się na piwko lub papieroska. Leje się piwo lub inny alkohol. Gdzieniegdzie roznosi się woń marihuany.

10277386_10206058297520933_5990716599346929798_n

Wydawało by się, że Holendrzy szybciutko posprzątają po sobie. Nic z tych rzeczy. Wszystko odbywa się powoli i trwa nawet kilka dni. Bo po co się spieszyć?:)

 

tekst, zdj. Alicja Badetko