Rowerowe cyferki

Wszyscy wiedzą, iż Holandia znajduje się poniżej poziomu morza. Zatem to kraj depresyjny i doskonałe miejsce by nisko upaść…np. jadąc na rowerze. A miłe to nie jest, szczególnie jeśli jednoślad ma hamulce na kierownicy, a my przyzwyczajeni jesteśmy do nieco innego sposobu hamowania.

Podobno najwięcej rowerów kradnie się w miastach, gdzie są uniwersytety, czyli w Amsterdamie ( blisko 30 dziennie), Nijmengen lub Maastricht. W 2014 roku dokonano prawie 114 tysięcy kradzieży jednośladów, a w tylko jednego dnia w ręce złodziei trafia ich ponad 300. Sporo też wyławianych jest co rok  z kanałów w stolicy kraju.

Dzisiaj w Holandii jest  około 15 000 km dróg dla rowerów. Ich początki  sięgają czasów wojen napoleońskich. Najpierw powstały bardzo szerokie drogi, które w XIX wieku (po odzyskaniu niepodległości przez Holandię) zostały zwężone. Pozostałe pas przeznaczono na ścieżki rowerowe, które wyłożono czerwoną cegłą. Ze względów bezpieczeństwa oddzielone były od głównej ulicy pasem zieleni lub drzewami. Dopiero w XX wieku zadbano o jakość ich nawierzchni. Część z nich jest w asfaltowa.

Natomiast biorąc pod uwagę niewielki obszar kraju (41 543 km²) ciekawa jest również długość narodowych  szlaków rowerowych. Wynosi ona ponad 4500 km. Dodatkowo są trasy lokalne na łączą długość ponad 30 000 km. A, aby objechać Holandię tylko wzdłuż jej granic musimy pokonać ok. 1300 km.

AB