Szpilki na „kajaki”!

Jeśli jesteś wysoką kobietą o stópce 42, to masz dwa wyjścia: przerzucić się na styl sportowy (dział męski daje pełen wybór butów) lub pojechać na zakupy np. do Holandii, do Primarka, C&A lub innych sklepów sieciowych, gdzie czasem w dobrej cenie można „wyhaczyć” duże rozmiary.  Oczywiście bierzemy pod uwagę, że modele z Deichmanna przestały nam się podobać. Jeszcze pamiętam, jak w latach 90 córka znajomej mojej mamy (ufff….koligacje) przywiozła mi z Niemiec eleganckie czółenka. Buty mam do dzisiaj.

Ja nie żartuję. W polskich marketach i w większości markowych sklepów  można kupić baleriny lub szpilki do naciąganego rozmiaru 41.  W niektórych przypadkach opisane są  jako 42. Właścicielki  kajaka „42/43” mogą tylko pomarzyć i zamawiać buty u producentów lub kupować mniejsze. Potem będą cierpieć i narażać się na paluchy koślawe i haluksy… – Tu odzywa się we mnie fizjoterapeuta i maluczkim chociaż ślicznym butkom mówię stanowcze „Nie”.

Inną opcją jest zakup  sprawdzonych już rodzajów butów na  np. Allegro. W przypadku dużych rozmiarów na „rekę” idą niektórzy biznesmeni oferując wybawienie dla długonogiej i „długostopej” części ludzkości.

Ich promocje, niech im Urząd Skarbowy łaskawym będzie, powalają nawet najbardziej niezmordowanego poszukiwacza okazji.  Na przykład primarkowe baleriny (za jakie płacą 7-8 euro)  kiedyś widziałam za około 90 zł  już z przesyłką…

Dolicz sobie Pani prowadzenie firmy, paliwo, a potem komentuj… A ceny mogą być do negocjacji dla stałych klientów

… tak kiedyś mi odpisał pewien Pan spod  granicy z Niemcami.  Radził jeszcze, bym była wdzięczna, bo przecież na każde przywiezione pudło bywa jedna  lub przy odrobinie szczęścia dwie pary balerinek  o rozmiarze 43.

Dodajmy, że w Polsce baleriny kosztują maks. 28 złotych… W internecie przypomnę nawet 80-90 złociszy. I nie mówimy o jakiś super butkach, a zwykłych i równie misternie jak dla Tesco czy „Oszołoma” wykonanych przez azjatyckie dzieci.

Zatem zaczęłam liczyć.

Mając szczęście do  Eindhoven z Katowic lecę za 39 zł w jedna stronę i 39 w drugą. Zakładam, że łapię loty tego samego dnia i mam mały bagaż podręczny pod postacią większego szkolnego plecaka. Zapewniam, że zmieści się w nim kilkadziesiąt rzeczy w tym solone cukierki i gomółka sera. Do tego 7 euro, by dojechać z i na lotnisko.

Baleriny  np. w Primarku, który znajduje się zaraz przy stacji kolejowej, kosztują nawet 7-8 euro. Oczywiście są droższe – w zależności od modelu. Szpilki, które mnie interesują, są za 12-18 euro. Kiedyś za 3 euro kupiłam  jesienne botki za kostkę, a papcie za 1 euro. Ok, były promocje, co nie zmienia faktu, że za cenę balerin przesłanych z Polski mam bilet na trasie Katowice-Eindhoven-Katowice.

Ile wydam w Primarku, to inna rzecz. A rzeczy jest tam dużo… Obok  butów są i bluzki, tania bielizna, które tak przypadkiem lądują w wielkiej siatce wziętej spod drzwi wejściowych do sklepu. Ostatnio np. wrzucone do plastikowego pudła majtki były po … 10 eurocentów… Tak, to nie ściema. Bowiem mając w ręce blisko 30 par tej części bielizny zapłaciłam niecałe 3 euro…. Zatem da się. O jakości się nie wypowiadam, bo to temat na inny tekst.

Kiedyś razem z narzeczonym polecieliśmy do Eindhoven generalnie na week-end, ponieważ znalazłam fajną ofertę turystyczną, a przy okazji wpadliśmy tu i tam na zakupy.

  • Romek weź mi dwie pary szpilek (z sześciu jakie kupiłam), bo mi się nie mieszczą… – załkałam w desperacji przy pakowaniu.
  • I co powiem celnikom – zapytał z uśmiechem na twarzy mój dzisiejszy mąż.
  • No nie wiem, gender….?

Dodatkowo jeśli do Holandii  przyleci się w ostatnią niedzielę miesiąca można  konkretnie się obłowić na realnych wyprzedażach.

Nie mniej wracając do tematu – my „długostopi” mamy przerąbane. To niechybnie wykorzystują sklepy internetowe, których właścicielom wydaje się, że zbawiają świat. W Polsce nie opłaca się produkować dużych butów – ze względu na mały zbyt. A jeśli już ktoś zrobi, to ceny są horrendalne. Trzeba przecież zarobić na dodatkowym centymetrze kopyta.

AB