Złote góry to fikcja

– Od polskich imigrantów zarobkowych otrzymujemy około 300 skarg rocznie. Większość zgłoszeń dotyczy rożnego rodzaju nieprawidłowości ze strony biur pracy tymczasowej mówi Hanka Mongard, mediator międzykulturowy z organizacji Fair Work*, zajmującej się współczesnym niewolnictwem i handlem ludźmi.

Historie Polaków pracujących w Holandii są różne. Bywają osoby, którym udało się znaleźć pracę w zawodzie np. fizjoterapeuty lub logistyka, lekarza albo pielęgniarki. Mieli w rękach fach p- np. „budowlankę”.  Zanim jednak przyjechali do Holandii znali język angielski  i/ lub niemiecki, a dodatkowo posługiwali się holenderskim lub planowali się go nauczyć. W nowym kraju ukończyli dodatkowe, wymagane przez państwo kursy, poddali nostryfikacji swoje dyplomy ze szkół wyższych w Polsce. Nie obeszło się bez wolontariatów.

 – To doskonała metoda do poznania języka i zdobycia doświadczenia tu na miejscu – mówi Ela, rehabilitantka.

building-1080596_960_720

Wyjazd tych ludzi nie był aktem desperacji lecz misternie zaplanowanym działaniem.  Ela i Roman, chcieliby wrócić do kraju. Tylko czy odnaleźliby się w Polsce po kilkunastu kilku latach życia na obczyźnie? Sami nie wiedzą. Dlatego ta decyzja odwlekana jest z roku na rok. Niemniej tęsknota doskwiera. Dla Jarka i Asi wyjazd na 3 – 4  miesiące do pracy polegającej na zbiorze szparagów był trochę przygodą, ciekawostką oraz okazją do zarobienia pieniędzy.

 – Przede wszystkim chcieliśmy trochę oderwać się od polskiej rzeczywistości, w której i tak nie mieliśmy pracymówi Jarek.

Mówią wprost, że nie było łatwo. Mieszkanie w domkach z innymi osobami, ciężka wielogodzinna praca. Mieli jednak szczęście, bo trafili na w miarę uczciwego pracodawcę i solidnych współlokatorów.

Pokój z chlewu 

Nie każdy ma jednak takie szczęście. Hanka Mongard przyznaje, że jest dużo wyzysku w stosunku do polskich pracowników. To wynika między innymi ze słabego ich statusu społecznego, braku przygotowania do wyjazdu, a na miejscu nieznajomości języka oraz niefrasobliwości i naiwności. Nasi rodacy wyznają zasadę „Jakoś to będzie”, a  to nigdy się nie spełnia. Ważnym problemem jest tzw. wyuczona bezradność, z którą osoby pracujące w FairWork co dzień mają do czynienia.

Lista odnotowywanych przez organizację nieprawidłowości stosowanych przez agencje pracy jest długa. Zacznijmy od zakwaterowania. Zdarza się, że Polacy mieszkają w różnych warunkach: przyczepach kempingowych, w tzw. Polen hotels, czyli hotelach robotniczych lub w prywatnych mieszkaniach.  Najczęściej pokoje są wieloosobowe, w których za łóżko trzeba płacić tygodniowo 80-100 euro – mówi Hanka Mongard.

Zdarza się, że pomieszczenie do spania było kiedyś chlewem. Proponowane Polakom miejsca noclegowe często są brudne, mają mało toalet i pryszniców. Kuchnie są bez wyposażenia. Tracąc pracę trzeba liczyć się również z utratą miejsca do spania.

house-1127041_960_720

Czasem Polacy nawet nie wiedzą, że wynajmowane im mieszkanie jest socjalne i należy do gminy. W rezultacie odwiedza ich właściciel, bo przecież zgodnie z prawem to jego lokum. A Polak dostaje od agencji wypowiedzenie. W międzyczasie przychodzą go oglądać potencjalni przyszli mieszkańcy, równie nie uświadomieni o pochodzeniu „czterech kątów”. Taką historię opowiedziała nam kilka dni temu Weronika z Rotterdamu.

–  Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że życie w Holandii jest drogie, a oplata za kwaterę stanowi duży uszczerbek na budżecie migranta. Tak wiec, jak się marzy o tych górach złota w Holandii, to trzeba wziąć na to poprawkę – uzupełnia Mongard.

Mobbing, napastowanie seksualne…

Jak dodaje nasza rozmówczyni najczęściej jednak nieprawidłowości  biur holenderskich dotyczą takich kwestii jak: brak umowy, brak pracy, zwolnienia bez przyczyny, inna płaca i praca niż obiecano oraz praca w złych i niebezpiecznych warunkach. Dodatkowo dochodzi do zmuszania do pracy ponad siły, jak również ma miejsce oszukiwanie w liczbach przepracowanych godzin. Niezgodnie z prawem pobierane są opłaty za dojazd do pracy. Do tego wiele osób mówi o złym traktowaniu – mobbingu, a nawet napastowaniu seksualnym, itd., itp. Prawo łamie się również nie wypłacając tzw. dodatku wakacyjnego.

asparagus-1263439_960_720

W niektórych w biurach lub firmach, jeśli polski pracownik jest „wyszczekany”  często bywa straszony zwolnieniem. Bardzo rzadko protestuje, bowiem szybko zaczyna przeliczać zarobione euro na złotówki. – Polak chce utrzymać prace, a poza tym nie wiedziałby, gdzie znaleźć nową. Nie zna żadnego języka obcego. Nie ma pojęcia gdzie co i jak. Oprócz tego, jak się pracuje  w tzw. fazie A (pierwsze półtora roku), to można być zwolnionym w każdej chwili bez jakiekolwiek przyczyny – dodaje nasza rozmówczyni.

Jadąc do Holandii należy zwrócić uwagę na  właściwe umowy otrzymywane na miejscu od pracodawcy, do którego wysyła nas agencja. Nie ma takiego prawa w Holandii, które stanowi, że umowa o pracę musi być po polsku, albo języku znanym pracownikowi. Jest tylko zalecenie, żeby pracodawca upewnił się, że pracownik rozumie treść umowy. Jeżeli tego nie robi to nie przekracza prawa. Natomiast rola polskiego pośrednika (agencji) ogranicza się jedynie do oddelegowania rodaka do nowego pracodawcy. Nie ponosi on również odpowiedzialności za to, co stanie się z Polakiem po przyjeździe do Holandii. Dlatego tak głośne bywają sytuacje,w których nie ma pracy i są przestoje. W tym czasie opłata za kwaterę jest przecież pobierana.

calf-362170_960_720

Natomiast nie można jednoznacznie stwierdzać, że wszystkie biura pracy tymczasowej  stosują tego rodzaju nieuczciwe praktyki. Jest wiele firm, gdzie ludzie mają godną pracę i płacę. Moja rada jest  taka: jak trafisz do złej firmy, to uciekaj i szukaj uczciwej firmy. I przede wszystkim nie rezygnuj z dochodzenia swoich praw. Pamiętaj: masz na to pięć lat! Pieniądze, które zarobiłeś, należą się Tobie uzupełnia Hanka Mongard.

Zatem jak?

Większość Polaków szuka sobie pracy w Polsce poprzez rodzimą agencję, która deleguje ich do Holandii, albo poprzez filie biur z Holandii.  Nasza rozmówczyni z FairWork odradza przyjeżdżania w ciemno, by na miejscu znaleźć zatrudnienie. Szczególnie, jeśli nie zna się żadnego języka obcego.

Większość holenderskich biur pracy ma tzw. koordynatora, który mówi po polsku. Tylko jak się na niego nie trafi, to co? Stanowczo odradzam przyjazd do Holandii, bo jakiś tam „gościu”, albo kuzyn sąsiada itp. mi coś obiecał. W zeszłym tygodniu miałam dwa przypadki takiego załatwiania spraw przez jakiegoś „gościa”, który rozpłynął się w powietrzu. W efekcie Polak został na lodzie bez żadnych środków do życia – radzi przedstawicielka FairWork. Co się z nim stanie? Najpewniej wróci do kraju lub za posiadane pieniądze spróbuje coś wynająć i szukać pracy.  Polacy, którzy przyjeżdżają do Holandii zatrudniani są  najczęściej w: rolnictwie i ogrodnictwie, w rzeźniach, w „budowlance” oraz przy sprzątaniu  i produkcji.

Dane kontaktowe do polskojezycznego pracownika w FairWork: tel + 31 6 15 82 35 30, e-mail: polska@fairwork.nu

A.Badetko

Imiona bohaterów zostały zmienione
*Handel ludźmi to nie tylko przymuszanie do prostytucji, ale również wyzysk w pracy).

**Zadaniem FairWork jest udzielanie pomocy ofiarom handlu ludźmi, wyzysku w pracy i współczesnego niewolnictwa. To nie my decydujemy kto jest ofiara handlu, to ustala specjalna jednostka (ja to nazywam policja gospodarcza) Ministerstwa Spraw Społecznych i Zatrudnienia. Nasza pomoc polega przede wszystkim na udzielenia informacji, skierowaniu danej osoby do odpowiedniej instancji (np. adwokata czy biura darmowych porad prawnych, do innej organizacji pomocowej), przesłania klientowi modelu listu żądającego wypłaty zaległego wynagrodzenia, zgłoszenia do „policji gospodarczej” przypadku poważnego wyzysku etc. Poza tym ważne jest uświadomienie klientowi, że ma takie same prawa pracownicze jak Holendrzy i namawianie go do nie zgadzania się na łamanie praw pracowniczych, no i do solidarności z innymi pracownikami.