Zupa w Uden

Uden był na mojej trasie do Nijmegen.

Nie boi się pani sama podróżować – zapytał mnie kierowca, kiedy pytałam, co fajnego mogę tu zobaczyć.

Nie dlaczego? Czuję się w Holandii dość bezpiecznie.

I z tą myślą udałam się do centrum. Tu minąwszy usytuowany na środku rynku ratusz znalazłam się w fantastycznej, bardzo klimatycznej knajpie, na ścianach której było mnóstwo starych miasteczkowych zdjęć , a z sufitu zwisały długie nietypowe lampy.

DSCN2456

Czekając na zupę pomidorową czytałam trochę o historii tego miejsca. Otóż pierwsze wzmianki o Uden pisanym jako Uthen pochodzą z XII wieku. Na przestrzeni wieków miasteczko było częścią niemieckiego Księstwa Kleve. Czyli  znajdowało się poza królestwem Holandii, by wreszcie w 1810 roku wrócić na ojczyzny łono.

DSCN2459

Trzeba wspomnieć jeszcze, że w XVII stuleciu  Uden był oazą tolerancji dla katolików. Bóg przestał jednak nad nim czuwać i w 1746 roku miasteczko kompletnie spłonęło. Prawie 100 lat później na jedno z pól należących do niego spadł 720 gramowy meteoryt, który wprawił w nie małe osłupienie chłopów  pracujących przy wydobyciu torfu. Nie miało miasteczko spokojnego „życia”, bowiem podczas I wojny światowej w Vluchtoord, w Uden, utworzono obóz dla uchodźców z Belgii. Osiedliło się w nim kilka tysięcy osób. W okresie 20.lecia międzywojennego, w roku 1925 roku, przez obszar przeszedł potężny huragan.

DSCN2465

Historia –historią, ale zupa czeka. Po niej obejrzę sobie jeszcze kościół Świętego Piotra , kaplicę O.L.V. Ter Linde oraz cmentarz wojenny, o którym piszemy tu: http://www.storczyk.nl/uden-cmentarz-wojenny/

 

Mijając meczet wrócę do dworca na autobus do Nijmegen.