Zwykłe – niezwykłe historie.

Mając 19 lat pojechala do Holandii na wakacje, odwiedzić znajomych, poznać inny kraj. Po powrocie do Polski zaczęła tęsknić za Holandią, za otwartym sposobem życia, za holenderską życzliwością ludzi wobec siebie nawzajem, za  możliwością bycia sobą. Po 3 miesiącach zdecydowała: Wyjeżdżam!

Właśnie niedługo wcześniej rozpoczęła naukę w Technikum Fryzjerskim w Głogowie, jednak wsiadła do zielonego poloneza i pojechała do Rotterdamu. Znajomych w Holandii poprosiła o „przechowanie” – miała dach nad głową i wyżywienie. Z przyjaciółmi wpadli na pomysł, aby przez Gadu-Gadu rozesłać wiadomość o fryzjerskich zdolnościach Ani i tak pojawili się pierwsi klienci w prowizorycznym salonie na środku pokoju.Praca dawała satysfakcję zawodową, ale dochód  nie był wystarczający, więc Ania dorabiała sobie sprzątaniem. Potrzebne jej byly fundusze na inwestycje w sprzęt fryzjerski. Lokalizacje „domowego” salonu zmieniały się kilka razy, ale klienci pozostawali wierni.

Siedem lat temu poznała Rafała, przedsiębiorcę. Są niezależni od nikogo, mają poczucie, że ciężką pracą i wyrzeczeniami dążą do spełnienia swoich marzeń. Nowo otwarty salon fryzjerski był jednym z celów. Stres, ale też i ekscytacja, że wszystko tworzą sami, na własną rękę, bez niczyjej pomocy. Ale to nie koniec. Ma jeszcze wiele marzeń. Nadal musi ciężko pracować każdego dnia, czasami do północy. Nie ma czasu na odpoczynek, rekreację, wyjazdy na wakacje.

Ale nie narzeka: – Robię to, co lubię, mam międzynarodową klientelę. Ludzie czują się tutaj dobrze. Kawa i ciasteczko jest dla każdego. Mogą sobie pogawędzić. Pozbyć się na chwilę swoich zmartwień i trochę odpocząć.

Wielu się wydaje, że własna firma to spanie na pieniądzach i łatwe życie. Rzeczywistość jest jednak inna, brutalna. Za wszystko jesteś sam odpowiedzialny. Nie ma zasiłku, nie dostaje się premii i płatnych wakacji, ani chorobowego. Drogie jest ubezpieczenie w wypadku niezdolności do pracy. Aby oferować jak najlepsze usługi, Ania musi się dokształcać i wprowadzać nowe trendy, bo trzeba być na czasie.

– Jestem odpowiedzialna sama za siebie. Jutro jest niepewne, mimo to jestem szczęśliwa. Mam satysfakcję z dobrze wykonanej pracy i z tego, że klienci są zadowoleni. To daje pozytywną energię – dopowiada Ania.

Holandia jest trochę za płaska dla Ani. Ona kocha góry. Marzy, aby w przyszłości mieć więcej czasu na wyjazdy. Może wtedy, gdy zrealizuje kolejne swoje marzenie i salon rozwinie się na tyle, że konieczna będzie dodatkowa para rak, to wtedy trochę odetchnie. 

Terminarz jest zapchany, ale Ania stara się dla każdego klienta znaleźć dogodny dla niego termin, co czasami oznacza pracę do 3 w nocy. Jej atutem jest elastyczność czasu pracy, a nie zwyczaj pracowania tylko od godz. 9 do 17 – i zamykamy.

Marzenia nie spelniają się same, marzenia wymagają poświęcenia i ciężkiej pracy. Każdego dnia od nowa.

Tekst i zdjęcia: Violetta Riedel Photography www.violettariedel.com, e-mail: info@violettariedel.com


(adsbygoogle = window.adsbygoogle || []).push({});

Busy do Polski – Holandii

Polska gazeta w Holandii